Garrett

A happy-go-lucky overenthusiastic gnome warlock

Description:

Just visit http://www.josiahknight.com/webprofiler/view.php?id=120

Bio:

I’m afraid of nothing. It’s the only way to be…

I can shake now, and I can show! I can go where no one else goes! Check your head now, and hold on tight: It’s surfin’ time with the master of the light…!

Hej! Jestem Garrett, Garrett Ningel. Ale niektórzy mówią mi “Diablik”. Albo “Świrus”. Ty też możesz.

Jak widać, jestem gnomem. Ale nie byle jakim gnomem, o nie! W moich żyłach płynie krew samych czartów, wiesz? Chyba diabłów. Albo demonów. Nie jestem pewien. W każdym razie, mój pradziadunio, co to teraz bawi u naszego kochnego Garla Świetlostozłotego, pochwalony niech będzie jego dowcip, kiedyś zawarł jakiś tam pakt krwi z pewnym czartem. Nie wiem na ten temat zbyt wiele, rodzina unikała tego tematu. Nie wiem czemu. Przecież fajnie byłoby mieć takego rogatego psotnika w rodzinie. To co, że od czasu do czasu wykombinuje coś złego. Bywa, chłopak ma swoje potrzeby. Jak każdy. No bo, powiedz, kto nie robi od czasu do czasu czegoś złego, co? Ach tam. Rozgadałem się.

Na czym to ja… a, tak! Bo widzisz, teraz w moich żyłach płynie krew czartów. Będę musiał kiedyś sprawdzić, jakich. Ale zbaczam znowu z tematu. Moc tej krwi objawiła sięu mnie w ciekawy sposób. Od czasów pradziadunia w mojej wcale licznej rodzince pojawiali się zaklinacze. Ale ja, słuchaj, ja jestem Warlockiem! Spójrz!

fooooomsh

Fajnie, nie? To był Eldritch Blast. Mogę tak robić ile mi się żywnie podoba. I nie tylko tak! I cały czas uczę się czegoś nowego!

Skąd pochodzę, pytasz? Och, jest taka mała wioska w północno-wschodnim Midergundzie. To to małe księstewko pod prawicą księcia Cardwella II, miły koleś, widziałem go raz, jak rzygał po jakiejś suto zakrapianej biesiadzie. Aasimary mają kiepskie głowy do wódki, tyle ci powiem. Ale facet przemiły, dobry, miłosierny, rządzi silnie, a sprawiedliwie. Takie małe Elizjum, ta moja ojczyzna. Ostatnio miał się żenić z córką króla Bereghosta XII, tak, samego władcy największego mocarstwa Południa, dobrze słyszysz! Podobno książę mu nieraz rzyć ocalił za dawnych lat, to król chociaż tak próbuje mu podziękować. Nie powiem, całkiem-całkiem mu to wyszło, królewna śliczna jak malowane, cud-miód i wazelinka. Pewnikiem księżulo nie może się doczekać nocy poślubnej, szczęściarz jeden. Ach, znowu zboczyłem z tematu. W każdym razie, pochodzę z ów małej wioski, uważaj, Gnomodwory się nazywa. Sporo tam moich pobratymców, pewnie dlatego. Ładnie, nie?

O rodzinkę pytasz? Czy mam? A pewno, chłopie, że mam! I to jaką, ho-ho! Trza by mi było pół dnia, by narysować drzewo genealogiczne, a sam się tak naprawdę weń nie do końca wyznaję. W każdym razie, ze starszego rodu się jeno Dziadunio ostał po mieczu, zaklinacz z niego niezły, i Babunia po kądzieli. Ta to się zna na kuchni, a jakie naleweczki robi! Przypomnij mi, to ci kiedyś podeślę antałek. Matmcia i Papcio zginęli, niestety, jak byłem mały, przy walkach z goblinami. Paladynami byli. Mają nawet u nas taką tablicę pamiątkową wmurowaną w ścianę kościoła Garla, pochwalony jego dowcip. Wujcio Jabbo jest tam kapłanem, dba o tablicę, w końcu to dla brata i szwagierki, nie? U nas to my wszystko dla rodzinki zrobilibyśmy, każdy za każdym stoi. A co, tak ma być.

W każdym razie, jak Mamcia i Papcio bohatersko odwinęli kitę w boju, to nas wujek Brego z ciocią Joyleen wzięli. Nas, bo ja siostrzyczkę mam, dwa lata ode mnie młodsza, na bardkę sięszkoli u jakiegoś sławnego mistrza tejże sztuki. Taką śmieszną śliwkową czapkę z czaplim piórkiem nosi. Człowiek. Chaber się nazywa, czy jakoś tak, zapomniałem. Mniejsza. W każdym razie, co nas wujostwo przygarnęło, to się nie zmarnowaliśmy. Wspaniali są, mówię ci. Wujaszek się wojaczką parał, teraz młodych szkoli. Nauczył mnie walczyć i pancerz nosić. Lekki, bo tylko taki mi w inwokacjach nie zawadza. Ale ja tam tłuc się średnio lubię, nigdy za pakerniasty żem nie był, nie to, co kuzyn Rorin, syn wujaszka. Trochę starszy ode mnie. Chłop jak dąb, silny, twardy, raz nawet półorka na rękę położył, skubaniec, jak ten z wojny wracał i w Gnomodworskiej karczmie się zatrzymał. Karczma nazywa się “Pod antałkiem”, ciotunia Anzee ją prowadzi. Przemiła kobieta. W każdym razie, wracając do kuzynka. On chyba schedę po wujaszku przejmie. W sumie tak samo jak jego dwóch braci i siostrunia, kubek w kubek jak on. Tylko on jest taki bardziej kubkowaty, wiesz, o co mi się rozchodzi?

No, ale mniejsza. Jak moja moc się ujawniła, to z początku rodzinka myślała, że kolejny zaklinacz się w klanie Ningelów pojawił. To mnie Dziadunio wziął na termin. Ale szybko się okazało, że ja to jednak Warlock, więc Dziadziuś stwierdził, że niewiele jest w stanie zrobić, i jak skończył mnie uczyć w opanowaniu mojej mocy, ze łzami w oczach i uśmiechem na pysku oznajmił, że teraz sam muszę wyruszyć w świat i poznać swój potencjał.

No to mnie wzięli i obdarowali, od wujaszka Brego dostałem koszulkę kolczą i broń, od wujcia Jabbo miksturek parę na rany, cholera, każdy mi coś dał, choćby kopa w dupę na szczęście. Tu to kuzynek przodował.

Odszedłem w świat w tym samym czasie, co siostrzyczka. Wszyscy żegnali nas ze łzami w oczach i mordami w banan! No, poza ciotką Matyldą, stara prukwa. Nigdy mnie nie lubiła, zawsze mówiła, że ze mną to tylko kłopoty. Srutu-tutu, może i miałem troche ciekawych przygód, ale zawsze jakoś się miałem z nich wykaraskać, czy to sam z moją mocą, czy to z pomocą rodzinki. Fajnie raz było, jak poszliśmy z kuzynkiem nakopać takiemu jednemu, co Mamusię zelżył. A żyć trzeba pełnią życia, o.

No i poszedłem, kurwa, w świat daleki. Do sąsziedniego księstwa, znaczy się. Szybko zasłyszałem o Alijce, tej córci Lorda Jakmutam, Yimbara czy coś, złotem zapachniało, to się zgłosiłem z misją ratunkową. Ładna dziewuszka, nawiasem mówiąc. Ma czym oddychać. I czym kołysać przy chodzeniu.

I wpadłem w łapy tych goblinisk, kurwa przez otyugha w rzyć przedochędożona bez łoju ich mać, co to kiedyś na siedząco bynajmniej szczać nie musiała. Wychlali mi nalewkę brzoskwiniową Babuni, tę najlepszą, co ją na specjalną okazję zostawiłem, rozumiesz?!

No, kurde, zobaczymy, co z tego będzie… Na razie pozabawiam się wkurwianiem zielonych gnid. Gobliński się zna, a co.

Garrett

Lasy Trimosharu Varmus